Ile osób przekracza próg podatkowy w Polsce?

money, cashPodobno na świecie istnieją dwie pewne rzeczy. Śmierć i podatki. Tych drugich może i się nie boimy, ale lubić nie lubimy. Podatki płacimy wszyscy albo pośrednio przy zakupie towarów, gdzie w cenie jest uwzględniony VAT albo bezpośrednio. Najwięcej emocji wzbudza podatek dochodowy, bo on bezpośrednio pomniejsza nasze zarobki. W Polsce jest ustalony próg podatkowy, po którego przekroczeniu musisz zapłacić więcej.

Czy wiesz jaki jest próg podatkowy w Polsce? Zastanawiałeś się ile trzeba zarabiać, żeby płacić wyższe podatki?

Jak przekroczenie progu wpłynie na Twoje zarobki?

I wreszcie ilu Polaków przekracza próg podatkowy?


Ile płacisz podatku dochodowego?

Jeśli prowadzisz działalność gospodarczą na zasadach ogólnych to możesz wybrać sobie w jaki sposób chcesz się rozliczać z Urzędem Skarbowym. Możesz wybrać podatek liniowy (19% od dochodu) lub progresywny.

Jeśli nie jesteś przedsiębiorcą, to prawdopodobnie płacisz ten drugi.

W Polsce mamy dwa progi podatkowe.

Wysokość podatku w zależności od dochodu pokazuje poniższa tabela.

progi podatkowe w Polsce

Przypomnę tylko, że pierwsza z podanych wartości w tabeli obowiązuje dopiero od 1 października. Wcześniej obowiązywała stawka 18%.


Ile trzeba zarabiać, by przekroczyć próg podatkowy?

Wg wyliczeń money.pl, by wpaść w „wyższy podatek” trzeba mieć zarobki rzędu około 9.100 zł/mc brutto.

To daje około 6.400 zł/mc netto (czyli na rękę).

Progi są „zamrożone” od 2009 roku. Od tego czasu średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o około 70%!

średnie wynagrodzenie w Polsce

Źródło: fakt.pl

O ile 10 lat temu zarobki przekraczające 6000 zł/mc były rzadkością i kojarzyły się z prestiżowymi stanowiskami w renomowanych zakładach pracy, teraz jest to już norma.

Informatycy, programiści, przedstawiciele handlowi, kierownicy wyższych szczebli, kierowcy zawodowi i wiele innych grup zawodowych można wymienić, którzy wg przepisów należą do „bogatych”.


Ilu Polaków przekracza próg dochodowy?

Według danych Ministerstwa Finansów w 2009 roku drugi próg podatkowy w Polsce przekroczyło około 387.000 osób.

W 2017 roku (najnowsze dane) liczba ta wzrosła do około 860.000.

Liczba ta stale rośnie i kwestią czasu jest, by osiągnęła okrągły milion.

Liczba ludności Polski na ten moment to około 38 milionów 411 tysięcy ludzi.

Oznacza to, że jeśli przekroczyłeś próg podatkowy, to należysz do 2,5% najlepiej zarabiających Polaków.


Dobrze zarabiasz i ten artykuł dotyczy Ciebie? Gratulacje! Dzięki temu płacisz wyższe podatki 🙂

Oczywiście jeśli prowadzisz działalność gospodarczą to jest możliwość przejścia na podatek liniowy. Nie ma niestety wówczas kwoty wolnej od podatku, czy odliczeń (np. ulgi na dzieci). Jeśli jednak znacznie przekraczasz próg, to zawsze lepiej płacić 19% niż 32%. Pozostawianie w miejscu kwoty wolnej od podatku oraz progów oznacza niestety pośrednią podwyżkę podatków. Polacy zarabiają coraz więcej, więc za tym również powinno następować dostosowywanie wspomnianych kwot, ale politycy niestety niechętnie się za to zabierają.

Miejmy nadzieję, że doczekamy się w końcu podwyżek. Skorzystamy na tym wszyscy.

 

 

Ujemne stopy procentowe. Czy zapłaciłbyś bankowi za trzymanie Twoich oszczędności?

Wyobrażasz sobie płacić bankowi za to, że możesz trzymać u nich pieniądze? Brzmi absurdalnie, ale tak właśnie może wyglądać rzeczywistość za kilka lub kilkanaście lat. Oprocentowanie lokat i rachunków oszczędnościowych jest niezwykle mizerne. Wszystko za sprawą rekordowo niskich stóp procentowych w Polsce.

Od 2-3 lat słyszy się, że możemy spodziewać się podwyżek stóp. Moim skromnym zdaniem prędzej doczekamy się kolejnych obniżek. To co byłoby dobrą wiadomością dla kredytobiorców, niekoniecznie ucieszyłoby oszczędzających.

Żyjemy w dziwnych czasach, gdzie niektóre prawa ekonomii są odwrócone do góry nogami. Banki centralne drukują pieniądze na potęgę, niemiłosiernie zadłużając poszczególne kraje. Niektóre zaczęły stosować ujemne stopy procentowe.

Jakie są tego konsekwencje i czy czeka nas to samo?


W Szwajcarii zapłacisz za oszczędności

Największe szwajcarskie banki takie jak UBS i Credit Suisse od najbogatszych klientów pobierają opłaty od trzymanych depozytów. O ile w Credit Suisse opłata dotyczy tych, którzy zgromadzili na rachunku ponad 2 mln CHF, o tyle w UBS limit wynosi 500 tys. euro.

Jest to konsekwencja decyzji tamtejszego Banku Centralnego. Ten w styczniu 2015 roku zdecydował się zareagować na stale rosnący kurs franka i obniżył stopę procentową do poziomu -0,75%.

Wyobraź sobie sytuację, że wpłacasz 100.000 zł do banku i za rok wyjmujesz … 99.250 zł. Pierwsza lokata, od której nie musisz zapłacić podatku Belki, bo nie ma od czego. W Szwajcarii opłaty dotyczą wyższych kwot, ale limity są obniżane.


Ujemne stopy procentowe na świecie

Helweci nie są jedynym państwem stosującym minusowe oprocentowanie. Jak wygląda poziom stóp% w przykładowych krajach?

  • Szwajcaria -0,75%
  • Dania -0,75%
  • Szwecja -0,25%
  • Japonia -0,1%
  • strefa EURO 0%
  • USA 2%
  • Polska 1,5%

Jak widać w Polsce poziom stóp procentowych na tle innych krajów Europy jest dość wysoki. Mimo tego, że mamy najniższe oprocentowanie w historii, to porównując się z innymi państwami widać, że jest jeszcze miejsce do dalszych obniżek.


Czy zapłacisz bankowi, by trzymał Twoje pieniądze?

Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy, gdyby u nas wprowadzili ujemne stopy procentowe, to wycofać pieniądze z banku. Można na przykład trzymać gotówkę w domu. Ponadto w grę wchodzi ulokowanie oszczędności w nieruchomościach, złocie, surowcach, akcjach, winie, whisky czy kto tam co lubi.

W przypadku mniejszych oszczędności w grę wchodzi raczej trzymanie gotówki w domu, jak to się mówi „w skarpecie”. Na świecie jednak powoli odchodzi się od gotówki w stronę elektronicznego pieniądze o czym pisałem jakiś czas temu.

http://lepiejnizwbanku.pl/ogolna/niedlugo-zabronia-ci-placic-gotowka/

Dla przykładu Szwecja zdecydowanie ogranicza obieg fizycznego pieniądza w gospodarce i aktualnie stosuje ujemne stopy procentowe.


Wg mnie można już sobie wyobrazić scenariusz, w którym odsetki od lokat są ujemne, a gotówka jest wycofana z obiegu. Pewnie nie nastąpi to w ciągu 5 lat, ale co będzie za 20 czy 30 tego nie wie nikt. W takim przypadku trzymanie pieniędzy w banku i płacenie za to może stać się normalnością, choć na ten moment brzmi jak science fiction.

Gdyby 20 lat temu ktoś powiedział, że za trzymanie pieniędzy na rachunku oszczędnościowym będzie trzeba płacić, to delikatnie mówiąc zostałby uznany za oszołoma. Teraz mamy już konkretne przykłady na świecie takich przypadków. Czy doczekamy się również w Polsce ujemnych stóp procentowych?

Jeśli spłacasz kredyt hipoteczny, to z pewnością ucieszyłaby Cię taka wiadomość. Gorzej dla tych co trzymają pieniądze na lokatach.

 

Bank – instytucja zaufania publicznego, czy sklep z produktami finansowymi?

„Masz to jak w banku”. „Bezpieczne jak w banku”. „Pewne jak w banku”. Jeszcze niedawno te określenia miały swoje odzwierciedlenie w tym, jak postrzegane są powyższe instytucje finansowe. Stawiane pod względem zaufania na równi z urzędami, podmiotami publicznymi, państwowymi przedsiębiorstwami. Określenie instytucja zaufania publicznego było tożsame z bankiem, jakimkolwiek by nie był.

Niestety w ostatnich latach zaufanie to zostało zdecydowanie zachwiane. Kryzys światowy z 2008 roku, krach na giełdach, potężne straty funduszy inwestycyjnych zarządzanych przez banki. Straty na portfelach klientów, kłamstwa dotyczące bezpieczeństwa instrumentów finansowych. „Polisolokaty”, kredyty frankowe, kojarzą się dziś niekoniecznie z dobrodziejstwem i bezpieczeństwem, lecz z grabieniem „zwykłych ludzi” przez finansjerę.

Jak to więc obecnie jest w tych czasach. Czy banki nadal są instytucjami zaufania publicznego, czy stały się sklepami z produktami finansowymi?


Instytucja zaufania publicznego

Udając się do banku klient oczekuje, że nie zostanie oszukany, że jego pieniądze będą bezpieczne, a rozmowa pozostanie tajemnicą wobec osób trzecich. Każdy naturalnie ma prawo do takich oczekiwań, bo banki to instytucje zaufania publicznego nie tylko z nazwy.

Istnieje szereg powodów, które mają gwarantować poczucie bezpieczeństwa klientów:

  • prawo bankowe
  • licencje banków
  • tajemnica bankowa
  • nadzór Komisji Nadzoru Finansowego
  • Narodowy Bank Polski
  • Bankowy Fundusz Gwarancyjny

Sprzeczne interesy z klientami

Banki oferują przydatne produkty finansowe, bo gdyby tak nie było, to nikt by z nich nie korzystał. Prawa jest jednak taka, że jeśli już jesteście czymś zainteresowani, to chcecie zapłacić za to najmniej. Bank z kolei chce zarobić na Was najwięcej.

Jak to powiedział kiedyś Marek Kondrat w reklamie ING – „z dobrym bankiem jest jak z mężczyzną, musi zarabiać”.

Klient rozmawiając z doradcą, liczy że ten dobierze mu najlepsze możliwe rozwiązanie. Dla niego, a nie dla pracodawcy. Doradcy interes jednak nie zawsze jest zbieżny z interesem klienta.

Czy przedstawi Wam najlepsze dla Was rozwiązanie? Jakie są jego motywacje?

  • zadowolony klient = rekomendacje – jeśli przedstawiciel banku spełni oczekiwania klienta, to może liczyć na to, że ten wróci w przyszłości po inny produkt lub poleci doradcę znajomym
  • plan sprzedażowy – produkty najbardziej dochodowe dla banku są najlepiej premiowane. Tani kredyt, dobra lokata itp. są korzystne dla klienta, ale doradca często nic z tego nie ma
  • premie – wynikają z powyższego. Jaka jest motywacja specjalisty, by sprzedać klientowi niedochodowy produkt, jeśli wie, że nie będzie miał dzięki temu premii?
  • presja kierownictwa – sprzedawca w każdej rozmowie z klientem ma z tyłu głowy presję ze strony przełożonych, by naciskać na sprzedaż
  • reprezentowanie siebie czy banku? – jeśli ktoś pracuje kilkanaście/dziesiąt lat w jednej firmie, to bez wątpienia się z nią utożsamia. Ja osobiście uważam jednak, że każdy pracuje na swoje własne konto, bo nigdy nie wiadomo, czy nie zmieni firmy w przyszłości. Opinia zostanie przy człowieku, a nie instytucji.

Podsumowując, to czy macie do czynienia z doradcą, czy ze sprzedawcą często wynika z tego, czy do sprzedaży podchodzi krótko, czy długoterminowo. Jeśli woli budować długotrwałe relacje z klientami, pracować na swoją reputację, zbierać polecenia, to nie będzie kierował się przede wszystkim, tym by zarobić na kliencie tu i teraz. Takie podejście jest najlepsze i najlepsi doradcy, którzy długo są na rynku nie muszą nic nikomu wciskać na siłę, bo klienci sami do nich przychodzą.

Niestety banki nie premiują relacji długoterminowych i doradca jest rozliczany za aktualne wyniki. Jak to się mówi – sprzedawca jest tak dobry jak jego ostatni miesiąc. A że premiowane nie jest doradzanie, lecz sprzedaż, to priorytety kierownictwa oraz presja nakładana jest właśnie w jej kierunku.


Chwyty sprzedawców – na co uważać?

Polecanie i sprzedaż dobrego produktu nie jest oczywiście niczym złym. Gorzej jeśli mamy do czynienia z tzw. misselingiem, czyli wciskaniem klientowi czegoś na siłę, czego tak na prawdę nie potrzebuje. Poniżej często stosowane manipulacje, na które warto zwracać uwagę:

  • „karta kredytowa jest obowiązkowa do kredytu” – często wzięcie karty kredytowej powoduje obniżenie oprocentowania udzielanego kredytu, ale nie zawsze. Jeśli macie wziąć kartę, a jej nie chcecie, to sprawdźcie ile ona kosztuje i czy rzeczywiście obniża koszt zaciąganego przez Was zobowiązania.
  • „ubezpieczenie kredytu się opłaca” – przy kredytach hipotecznych często rzeczywiście wymagane. Przy gotówkowych w 99% przypadków nie opłaca się! Nie dość, że są fatalne jakościowo, to jeszcze są bardzo drogie. Nie warto nawet jeśli dostaniecie dzięki temu atrakcyjne oprocentowanie. Jeśli już macie ubezpieczoną pożyczkę, możecie w każdej chwili z niego zrezygnować i otrzymać zwrot za niewykorzystany okres ochrony. W oddziałach straszą, że oprocentowanie pożyczki może wzrosnąć nawet o 12%, ale zapominają dodać, że na dzień dzisiejszy w ustawie jest zapisane, że żaden kredyt nie może być oprocentowany na więcej niż 10%.
  • „fundusz obligacyjny to taka lokata” – na fundusze inwestycyjne doradcy mają bardzo często plany sprzedażowe, bo te po prostu ciężko się sprzedaje. Dlatego stosują triki. „Fundusz pieniężny, to taka lokata”. „Obligacyjny to to samo co obligacje Skarbu Państwa”.  „Fundusz Aktywny, dostosowuje się do aktualnie panującej sytuacji na rynku, przez co świetnie zarabia”. „Na pewno Pan nie straci, na pewno się odbije”. Zgodnie z dyrektywą MIFID zresztą, doradcy finansowi nie mają prawa sprzedawać funduszy inwestycyjnych! Mogą tylko prezentować ofertę. Doradzać w tym zakresie mogą tylko doradcy inwestycyjni z odpowiednią licencją. Więcej na ten temat przeczytacie w poniższym artykule.
  • „zamiast brać nową pożyczkę lepiej podwyższyć starą” – „podwyższenie” to tak na prawdę często konsolidacja. Czyli płacicie prowizję nie tylko od kwoty, którą dobieracie, ale od spłaty poprzedniego kredytu.
  • „unit-link weź do kredytu, to szybciej go spłacisz” – intencje mogą tu być dobre. Programy systematycznego oszczędzania przy okazji spłacania kredytu hipotecznego, pozwalają Wam budować oszczędności. Często jednak są to drogie, nieopłacalne produkty, które przynoszą straty zamiast zarobić. Zanim więc przystąpicie do programu oszczędnościowego, to sprawdźcie dokładnie jakie są jego koszty.
  • „lokaty strukturyzowane – potencjalny spory zysk bez ryzyka” – po części prawda, ale nie do końca. Zdecydowana większość lokat strukturyzowanych nie przynosi żadnych zysków. Lokujecie środki np. na 3 lata i wyjmujecie tyle samo ile włożyliście lub niewiele więcej. Jeśli jednak zerwiecie lokatę przed czasem, to możecie stracić kilka procent. Dopytajcie doradcę, czy takie zapisy są w umowie, jeśli już chcecie skorzystać z produktu.

Dziś modne są definicje jak „bankster”, „stop bankowemu bezprawiu”, „pomoc dla frankowiczów”. Uderzają one w wizerunek banków. Z drugiej strony wielu ludzi ma swoich doradców, którym ufają bezgranicznie. Wybierając doradcę nie kierujcie się do końca szyldem instytucji, lecz marką osobistą człowieka, z którym chcecie współpracować. Kredytu nie udzieli Wam Żubr z Pekao S.A., tylko przedstawiciel banku, który takie logo ma a wizytówce.

Jeśli ktoś nadużyje Waszego zaufania, to wiecie, że nie warto z takim człowiekiem współpracować. Jeśli cenicie sobie z kimś współpracę, to bądźcie lojalni, bo Wam się to opłaci. Prawda jest taka, że dobrych doradców kierujących się dobrem klientów na rynku jest mniej niż sprzedawców nastawionych na „krojenie” klientów.

Moja bezpośrednia praca w bankach zakończyła się właśnie z powodu ciągłej presji na wynik. Miałem wiedzę i rozeznanie w rynku, a oczekiwano wobec mnie tylko i wyłącznie wyników tu i teraz. Tak funkcjonują banki, więc nie ma czemu się dziwić. Jako niezależny ekspert finansowy, jestem wolny od tej presji i mogę ze spokojną głową oferować Wam to co rzeczywiście uważam za najlepsze. A takie podejście sprawdza się najlepiej i zyskują wszystkie strony.

 

Czy warto brać kredyt w swoim banku?

Ludzie nie lubią zmian. Widać to na każdym kroku, w każdej dziedzinie i nie inaczej jest w finansach i bankowości. Ile razy słyszy się, że ludzie narzekają na PKO BP lub PZU, a gdy spyta się ich o najbardziej stabilną firmę, to wymienią właśnie te. Pokażcie im ile płacą za konto lub ubezpieczenie i ile zaoszczędzą u konkurencji, to przyznają Wam rację. Ale firmy nie zmienią. Nazwy powyższych instytucji podaję tylko dla przykładu, bo jest wokół nich sporo stereotypów. Nie odnoszę się do żadnych konkretnych ofert.

Jak chcecie otrzymać dobrą ofertę na abonament telefoniczny, to wystarczy zmienić sieć. Wszyscy proponują super oferty dla nowych klientów, a dla swoich nie bardzo.

Kiedy ktoś chce wziąć kredyt, to z reguły zaczyna od swojego banku, często na nim kończąc. O ile w przypadku kredytów konsumpcyjnych na niewielkie kwoty, takie zachowanie jest zrozumiałe. O tyle w przypadku kredytów hipotecznych już nie bardzo. Skoro pożyczacie kilkaset tysięcy złotych na 1/3 swojego życia, to warto sprawdzić konkurencję. Czy bycie lojalnym w stosunku do banków popłaca?


Kredyt hipoteczny w swoim banku

Na rynku są 2 banki, które stałym klientom zaproponują lepsze warunki niż klientowi zewnętrznemu. Lojalność jednak, to nie 20 lat przywiązania do firmy, tylko 6 miesięcy regularnego zasilania konta.

W pozostałych bankach nieważne czy jesteście nowym klientem, czy „starym”, warunki dostaniecie takie same. Dlaczego więc warto przyjrzeć się również konkurencji?

  1. Lepsze oferty – jeśli składacie wniosek tylko u „siebie”, to być może nawet nie wiecie, że za rogiem inny bank da Wam znacznie lepsze warunki. Warto chociaż porównać. Różnice mogą być ogromne.
  2. Opóźnienia w spłatach – jeśli mieliście kiedykolwiek opóźnienia w spłatach zobowiązań w danym banku, to możecie wykreślić negatywne dane z BIKu. Wystarczy wycofać zgodę na przetwarzanie danych osobowych w BIK przez dany bank i inne nie zobaczą negatywnej historii. Wasz bank jednak w swojej wewnętrznej bazie będzie miał dostęp do tych informacji dożywotnio.
  3. Analityk widzi wszystko – to czy macie regularne wpływy na konto, sporo oszczędności, czy dobre relacje z doradcami ma małe znaczenie dla analityka podejmującego decyzję kredytową. Niestety może się zdarzyć, że nie spodobają mu się pewne wpływy, bądź wykonywane przez Was operacje.

Po co banki szczegółowo analizują historię rachunku bankowego oraz czy płyną z tego tytułu jakieś zagrożenia w poniższym artykule:


Kredyt konsumpcyjny w swoim banku

Tutaj już moja opinia nie jest tak jednoznaczna. Nadal uważam, że warto porównać to co możecie dostać w swoim banku z ofertami konkurencji. W przypadku niższych kwot kredytu jednak koszty mogą mieć mniejsze znaczenie.

W przypadku kredytów gotówkowych w Waszym banku otrzymacie kilka korzyści:

  1. Kredyt na oświadczenie – na podstawie wpływów, bez przedstawiania dokumentów dochodowych dostaniecie w swoim banku nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.
  2. Kredyt na KLIK – to co powyżej, tylko oferta dostępna przez bankowość internetową. 5 minut i macie pieniądze na koncie.
  3. Wyższa kwota kredytu – inne banki po przeanalizowaniu Waszej zdolności kredytowej na podstawie dokumentów dochodowych mogą udzielić Wam mniejszej kwoty niż Wasz bank, który takiej analizy niekoniecznie będzie chciał robić.
  4. Relacja z doradcą w oddziale – dla klientów często ważniejsza niż koszty. Są gotowi czasem zapłacić więcej (w granicach rozsądku), ale we współpracy ze swoim doradcą. Dzięki temu wiedzą, że w razie problemów z bankiem, będą mogli liczyć na jego pomoc.

Inne produkty bankowe

Tak na prawdę w przypadku pozostałych produktów bankowych banki nie cenią lojalności swoich klientów. Wręcz przeciwnie.

  1. Karta kredytowa – dostaniecie lepszą ofertę jeśli przeniesiecie limit do innego banku
  2. Lokaty i rachunki oszczędnościowe – najwyższe oprocentowania oferowane są dla tzw. nowych środków
  3. Konto osobiste – często za zmianę ze starego konta na nowe z zachowaniem numeru rachunku, banki każą sobie płacić prowizję. Nowy klient zakłada bez problemu konta z nowej oferty.
  4. Bonusy – banki regularnie wypłacają bonusy za założenie konta, przeniesienie wynagrodzenia, transakcje kartą itp. Co najmniej 90% z nich dotyczy nowych klientów – warunkiem jest nieposiadanie np. konta od pewnego czasu (na przykład 01 stycznia 2017).

Więcej na temat tego, które banki akurat wypłacają najlepsze bonusy przeczytasz w comiesięcznym rankingu kont bankowych.


Na przykładzie telefonii komórkowych widać, że lojalność nie zawsze popłaca. Z bankami jest podobnie. Ile razy słyszę, że dany klient mówi, że w swoim banku miał pełno kredytów i zawsze spłacane. Wysokie wpływy zapewnia od lat, więc tam dostanie kredyt od ręki albo na fantastycznych warunkach. Prawda jest taka, że to tylko i wyłącznie wyobrażenia klientów, gdyż są oni traktowani tak samo jak każdy inny. Banki wiedzą, że jak klient bierze kredyt hipoteczny, to nawet przychodząc z innego banku wiąże się z nimi na lata. Dlatego nie widzą potrzeby premiowania swoich. Rozbieżność w kosztach kredytów może sięgać nawet 100.000 zł i więcej, więc porównanie oferty z konkurencją jest wg mnie pierwszym krokiem, który powinniście podjąć. Nie kierujcie się sentymentami i nie oszukujcie siebie, że robi tak bank.

TOP 10 2018 roku – które wpisy czytaliście najchętniej?

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku 2018. Na blogu nastąpiło wiele zmian. Stałem się jego pełnoprawnym właścicielem, co otworzyło mi znacznie więcej możliwości. Nie tylko treści są w 100% moje (akurat tak było zawsze), ale mam wpływ na szatę graficzną, nowe narzędzia itp. Na pomoc w sprawach informatycznych na szczęście mogę liczyć u kolegi Michała – dzięki!

Dlatego wiele zmian mogliście już zauważyć w tym roku. Całkowita zmiana wyglądu strony, rankingi najlepszych kont i kredytów hipotecznych, newsletter, czy sprawy regulaminowe. Te i kilka kolejnych wprowadzonych niebawem mają za zadanie przekształcenie bloga w stronę, która będzie Wam dostarczać na bieżąco najważniejszych informacji ze świata finansów. Bądź co bądź wszyscy mamy z nimi styczność na co dzień.

Na koniec mijającego roku, małe podsumowanie.

Które artykuły były najchętniej czytane przez Was w roku 2018?


TOP 10 2018 roku

  1. Kredyt hipoteczny – ile czasu trwa proces?

2. Nie masz nic na koncie? Zbliżeniowo zapłacisz. Sprawdź swoją kartę

3. Po co bankom pełne wyciągi z konta przy kredycie?

4. Najbardziej zadłużone państwa na świecie. Gdzie jest Polska?

5. Umowa przedwstępna zakupu nieruchomości – co powinna zawierać?

6. Jak wziąć kredyt hipoteczny nie mając wkładu własnego?

7. Zmiany w kredytach hipotecznych! Nowa ustawa od 22 lipca 2017

8. BGŻ BNP Paribas przejmuje Raiffeisen Polbank

9. Proces kredytu hipotecznego krok po kroku

10. Polskie czy niepolskie? Kto jest właścicielem banków w Polsce?


Na koniec 2018 roku chciałem jeszcze raz podziękować, że jesteście ze mną. Gdyby interesował Was szczególnie jakiś temat, to zapraszam do kontaktu, komentowania na blogu, czy Facebooku.

Z okazji tego, że kolejny wpis pojawi się już po Sylwestrze, życzę udanej zabawy i sukcesów w Nowym Roku 2019!

Dziedziczenie firmy? Czy można przekazać biznes rodzinie?

dziedziczenie firmyZnam wiele osób, które prowadzą w Polsce firmy. Zdecydowanie przeważa jednoosobowa działalność gospodarcza ze względu na prostszą formę rozliczeń podatkowych w porównaniu do wszelkiego rodzaju spółek. Mało kto jednak zastanawia się nad tym co dzieje się z firmą, gdy zabraknie jej właściciela. Czy dziedziczenie firmy jest w ogóle możliwe?

W przypadku działalności typu (pośrednik kredytowy, agent nieruchomości, broker ubezpieczeniowy, telemarketer, taksówkarz …), które polegają na jednoosobowym świadczeniu usług, to sprawa jest prosta – nie ma osoby, nie ma firmy.

Co się dzieje jednak, gdy indywidualny przedsiębiorca zatrudnia ludzi, ma koncesję na sprzedaż alkoholu, sprzedaż paliwa, prowadzi hotel, czy inne złożone i rozgałęzione biznesy?

Rzeczywistość do niedawna była w tym przypadku równie brutalna, jednak nowe przepisy wprowadzają ważną zmianę, która może uchronić rodziny przedsiębiorców przed dużymi problemami.

Jednoosobowa działalność gospodarcza nie może być przedmiotem sukcesji ani w ramach darowizny, ani spadkobrania!

Dziedziczenie firmy, a raczej problemy spadkowe to temat dzisiejszego wpisu. Zwłaszcza w przypadku zgonu przedsiębiorcy prowadzącego indywidualną działalność gospodarczą oraz nowych przepisach, mających to zmienić.


Jednoosobowa działalność, a spadek do tej pory

Niewiele osób zdawało sobie do tej pory sprawę, że mimo prowadzenia poważnych, dużych biznesów (w formie jednoosobowej działalności), w przypadku zgonu przedsiębiorca zostawia rodzinie nie tylko majątek, ale także mnóstwo zobowiązań i problemów.

Właściciele firm często marzą, by przekazać stery w stworzonym przez siebie biznesie w ręce swoich dzieci. Niestety marzenia mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, ponieważ dzieci mogą nie mieć środków i możliwości, by kontynuować działalność pozostawioną przez ich rodzica.

Wszystko przez to, że NIP jednoosobowej działalności gospodarczej, jest indywidualnym NIPem jej założyciela. W chwili zgonu, „umiera” również NIP. Jeśli NIP znika, to nie ma firmy. Tu konsekwencje są już poważne.


Śmierć przedsiębiorcy, a problemy spadkowe

Sprawy duchowe, ani egzystencjalne nie będą tematem dzisiejszego wpisu. Skupię się na aspektach, z których przedsiębiorcy nie zdają sobie często sprawy, a które mogą stać się problemem spadkobierców.

  • zatrudnieni – z chwilą śmierci właściciela firmy, wszystkie umowy o pracę, o dzieło, zlecenie, zostają wypowiedziane w trybie natychmiastowym. W przypadku umów o pracę jeśli pracownikom przysługują odprawy, to obowiązek spada na spadkobierców
  • koncesje – wszelkie koncesje na alkohol, papierosy, paliwo – wygasają. Spadkobiercy z kolejnym dniem nie mają prawa sprzedawać produktów, które wymagają koncesji
  • kontrahenci – wszystkie zobowiązania wynikające z kontraktów z kontrahentami stają się wymagalne
  • kasy fiskalne – brak możliwości korzystania z dodatkowych kas fiskalnych
  • pełnomocnictwa – poza koncesjami wygasają i one. Na przykład pełnomocnictwo do korzystania z rachunków bankowych.
  • majątek firmy – do momentu podziału spadku, nikt nie ma prawa dostępu do środków firmowych zmarłego

Nowe przepisy

Nowe przepisy obowiązujące od 25 listopada 2018, mogą rozwiązać wiele z powyższych problemów. Indywidualny przedsiębiorca lub udziałowiec spółki cywilnej będzie mógł wskazać zarządcę sukcesyjnego.

Zarządca sukcesyjny – ma za zadanie po śmierci właściciela firmy, prowadzić jej działalność do momentu rozstrzygnięcia spraw spadkowych przez spadkobierców. Będzie wskazywany za życia przez przedsiębiorcę lub po jego śmierci przez małżonka lub spadkobierców.
Zarządca musi zostać powołany najpóźniej w ciągu 2 miesięcy od chwili zgonu właściciela firmy.


Obowiązki zarządcy sukcesyjnego

Dane zarządcy należy wpisać do CEIDG. Zarządca jest powoływany do 2 lat lub w przypadku przedłużenia terminu przez sąd, do 5. Za odpowiednim wynagrodzeniem ma on za zadanie:

  • zapewnienie płynności przedsiębiorstwu do momentu rozstrzygnięcia spraw spadkowych
  • wykaz inwentarza przedsiębiorstwa w spadku
  • coroczne wypłacanie zysku właścicielom przedsiębiorstwa
  • reprezentowanie przedsiębiorstwa w czynnościach sądowych i pozasądowych
  • posługiwanie się firmą przedsiębiorcy z dopiskiem „w spadku”

Jeśli prowadzicie jednoosobowe działalności gospodarcze to zdecydowanie polecam zainteresowanie się tematem. Wiadomo, że każdy jest „nieśmiertelny” w swojej własnej opinii, jednak gdy dana osoba przechodzi na tamten świat, to problemów nie zostawia sobie lecz swoim najbliższym.

Szersze przyjrzenie się problemowi i skorzystanie z możliwości wyznaczenia zarządcy sukcesyjnego polecam przede wszystkim osobom, które zatrudniają pracowników lub korzystają z różnego rodzaju koncesji/zezwoleń. Nie jestem prawnikiem, dlatego szczegółowe pytania powinniście już kierować w stronę radców prawnych specjalizujących się w tej dziedzinie. Dziedziczenie firmy uważam za temat niezwykle ważny, a z drugiej strony mało popularny. Uznałem, że moim obowiązkiem jest poruszyć temat na blogu.

 

Przeczytaj również:

Kryzys finansowy. Czy właśnie się rozpoczyna?

Kryzys finansowy. Temat nieporuszany od 10 lat. Nie mówię o takim, z którym wszyscy mamy lub kiedyś mieliśmy do czynienia, jak na przykład weekend przed wypłatą. Poważny kryzys finansowy dotyka światową gospodarkę raz na jakiś czas i w zasadzie odczuwamy go wszyscy. Ostatni, przez który Polska przeszła w miarę łagodnie na tle reszty świata miał miejsce dekadę temu, tj. w roku 2008.

Co jakiś czas światowi ekonomiści ostrzegają przed nadejściem kolejnego kryzysu. Załamanie gospodarek przewidują analitycy, bankierzy, doradcy inwestycyjni, czasem we wróżenie „bawią” się inwestorzy, blogerzy, właściciele stron internetowych, czy ludzie niezwiązani z branżą. Większość z nich najczęściej się myli.

Do tej pory publicznie nigdy nie wypowiadałem swoich opinii na takie tematy. Jednak obserwacja poszczególnych rynków skłoniła mnie do podzielenia się z Wami swoimi refleksjami. Dzisiejszy tekst nie jest rekomendacją w rozumieniu ustawy, o czym mówi klauzula u dołu artykułu. Nie będę również przewidywał konkretnego terminu wybuchu kryzysu, jego skali, ani konkretnych skutków. Przedstawię parę faktów i podzielę się przemyśleniami. Jeśli dojdziecie do podobnych lub innych wniosków po przeczytaniu artykułu, to zapraszam do komentowania.


Ostatni krach – jakie były skutki?

Jeśli pamiętacie co działo się około 10 lat temu, to wiecie czym objawia się krach gospodarczy. Dotkliwie pamiętają te czasy zwłaszcza Ci, którzy mieli zainwestowane swoje oszczędności w rynki kapitałowe (z czego większość w fundusze inwestycyjne). Na świecie mimo wszystko krach był bardziej odczuwalny niż w Polsce, która była wówczas nazywana „zieloną wyspą Europy”. Poniżej „najgłośniejsze” skutki ostatniego kryzysu finansowego:

  • upadek Lehman Brothers – 4 bank inwestycyjny w USA z aktywami rzędu 175 mld dolarów (tyle ile dziś mają PKO BP, Pekao S.A., Santander Bank Polska i mBank razem wzięte)
  • bankructwo General Motors
  • Spadek S&P 500 – zjazd indeksu amerykańskiej giełdy o 57% od szczytu
  • biliony wydrukowane przez FED – około 1,7 bln dolarów (prawie 7 bln zł wpompowane w ratowanie amerykańskiej gospodarki
  • Bankructwo Grecji
  • Miliardy Euro na ratunek PIIGS – Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja, Hiszpania
  • Rekordowy wzrost ceny ropy

Mimo tego, że w Polsce nie odczuliśmy kryzysu tak znacząco jak w pozostałej części świata, to jednak nie ominął również i nas.

  • Frankowicze – najgłośniejszy temat. Wszystko przez spadek wartości polskiej waluty – znacznie wzrosły długi Polaków zaciągane na zakup nieruchomości
  • Wzrost bezrobocia
  • Kryzys branży budowlanej
  • Bankructwo firm sektora budowlanego
  • Benzyna na stacjach po 6 zł – w 2012 roku ceny przekroczyły graniczną barierę – pamiętacie?
  • Potężne straty na akcjach i funduszach inwestycyjnych

Kiedy kolejny kryzys finansowy?

Aktualnie na światowych rynkach coraz więcej widać sygnałów, że dzieje się coś niepokojącego. Taka naturalna kolej rzeczy, że nic nie rośnie w nieskończoność. Obecna hossa trwa w Stanach Zjednoczonych już 11 rok i jest najdłuższa w historii. Do tej pory po 5-7 latach prosperity można było spodziewać się spowolnienia, więc okres w którym teraz jesteśmy jest absolutnie wyjątkowy.

Przesłanki

Często jest tak, że w szczycie hossy, wartości niektórych instrumentów finansowych stają się oderwane od rzeczywistości. Tym razem na piedestale znalazły się kryptowaluty z bitcoinem na czele. Nie twierdzę, że w przyszłości nie będą one warte znacznie więcej, jednak skala i tempo wzrostu w pewnym momencie oderwały się od rzeczywistości.

  1. Bitcoin
    W 2009 roku ustalono jego kurs na poziomie 0,76 $.
    Pół roku później można było kupić pizzę za 10.000 btc.
    Marzec 2013 bitcoin jest warty 100$.
    Listopad 2013 wartość rośnie o 1000% do 1000 $.
    W marcu 2017 nadal wartość oscyluje w granicy 1000$.
    Nagle do grudnia 2017 wystrzał do niemal 20.000 $! – 2000% w ciągu 9 miesięcy.
    Od tego czasu mamy odwrót – być może pierwszy sygnał dla szerszego rynku – BTC spadł o prawie 70% do 6.500 $
  2. Spowolnienie na rynku nieruchomości?
    W USA powoli dynamika wzrostu sprzedaży nieruchomości wyhamowuje.
    W Polsce natomiast po raz pierwszy od wielu lat spadła liczba sprzedanych nowych mieszkań porównując II kwartał 2018 z II kwartałem 2017 (spadek o 3,4% rok do roku).
    Liczba wydanych pozwoleń na budowę na nowe inwestycje również spadła, lecz aż o 12% r/r.
  3. Inwersja krzywej rentowności obligacji – ciekawy wskaźnik
    Krzywa rentowności obligacji powinna być rosnąca. Jeśli rząd pożycza pieniądze na 2 lata to zwykle płaci mniejszy procent niż jeśli pożycza na 10 lat. Przez 10 lat ryzyko jest większe, więc i obiecany procent powinien być większy. Czasem dochodzi do odwrócenia, czyli tzw. inwersji, papiery o krótszym terminie wykupu są bardziej dochodowe niż te o dłuższym. I teraz ciekawostka.
    Inwersja krzywych poprzedzała średnio o 4-5 kw. wszystkie dziewięć recesji w Stanach Zjednoczonych, począwszy od lat 50. Wskaźnik jest więc precyzyjny i nigdy się nie myli.
    Informacje zaczerpnięte z business insider – link do artykułu.Jak widać na poniższym wykresie, wskaźnik niebezpiecznie zbliża się do punktu zapalnego.Różnica między dochodowością 2-letnich, a 10-letnich obligacji USA spadła do 28 pb. Wcześniej inwersja krzywej rentowności poprzedzała recesję w USA
    Foto: Bank of America Merrill Lynch – źródło: businessinsider.com.pl
  4. Światowe giełdy
    Pierwsze symptomy również są widoczne na światowych giełdach.
    Poniżej wykres indeksu giełdy amerykańskiej S&P 500, który od początku października spadł już o prawie 10% (dokładnie 9,6%).

    Poniżej wykres polskiego indeksu WIG, który w październiku stracił również około 9%, a licząc od szczytu zanotowanego w styczniu, to mamy już niemal 20% korektę.
    Pozostałe giełdy największych potentatów zachowują się podobnie w październiku:
    – DAX (Niemcy) – spadek o 9,4%
    – Nikkei (Japonia) – spadek o 13%
    – London Stock Exchange (Wlk. Brytania) – spadek o 7,7%
    – Shanghai Composite Index (Chiny) – spadek o 7,9% (od stycznia spadek o 27,5%!)

Dzisiejszym wpisem nie mam zamiaru Was wystraszyć lub zabawić się w jasnowidza. Jednak niepokojące sygnały nadchodzące z kilku stron wydaje się, że układają elementy puzzli w jedną całość. Czasy wzrostów na światowych rynkach trwają już na prawdę długo, więc naturalnym jest, że moment przegrzania musi nadejść, pytanie tylko kiedy. I czy właśnie ten moment nie nadszedł lub nie zbliża się wielkimi krokami.
Nie bez przyczyny odnoszę się często do Stanów Zjednoczonych, gdyż jako najpotężniejsza gospodarka świata, mają niebagatelny wpływ na pozostałe kraje w tym również Polskę. Poprzedni kryzys finansowy rozpoczął się właśnie w USA i teraz również widać kilka sygnałów, które mogą zwiastować nadejście kolejnego załamania.

 

Niniejszy serwis ani w całości ani w części nie stanowi „rekomendacji” w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz.U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Zawarte w serwisie treści nie spełniają wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawierają konkretnej wyceny żadnego instrumentu finansowego, nie opierają się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określają ryzyka inwestycyjnego. Nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie lektury zawartych w nim treści, w szczególności nie wskazuję konkretnych spółek w celach zainwestowania, ani nie zachęcam do inwestowania w ogóle.

BGŻ BNP Paribas przejmuje Raiffeisen Polbank

Jeszcze niedawno 4 banki (BGŻ, BNP Paribas, Raiffeisen i Polbank), a już niedługo jeden! Konsolidacja rynku bankowego w Polsce trwa w najlepsze. BGŻ BNP Paribas – 6 aktualnie największy bank pod względem aktywów w Polsce przejmuje konkurenta. Fuzja operacyjna ma zostać zakończona w roku 2019.


Zakup za 3,25 mld zł

O przejęciu Raiffeisen Polbanku mówiło się od dawna. Pod koniec 2016 roku Raiffeisen Leasing został zakupiony przez PKO Bank Polski, a teraz pod młotek pójdzie reszta grupy Raiffeisen działającej w Polsce.

3,25 mld zł zapłaci BGŻ BNP Paribas za swojego konkurenta. Transakcja ma zostać sfinalizowana w IV kwartale 2018 roku, zaś fuzja operacyjna w 2019.


Po co to przejęcie?

Raiffeisen Polbank nie jest małym graczem na polskim rynku, bliżej mu do określenia średniego banku. Po przejęciu stanie się częścią jednego z gigantów na polskim rynku.

BGŻ BNP Paribas przejmuje bank, który w znany jest z oferowania raczej dobrych produktów na tle konkurencji:

  • Wymarzone Konto Osobiste – jedno z najlepszych na rynku
  • Kredyty gotówkowe – od kilkunastu miesięcy zdecydowanie w TOP3 najlepszych banków
  • Kredyty firmowe – również dobry produkt, zarówno pod względem cenowym jak i samych procedur

BGŻ BNP Paribas dzięki przejęciu obejmie w zarządzanie:

  • 19 mld zł kredytów brutto
  • 34,4 mld zł depozytów
  • ponad 800.000 klientów
  • ponad 630.000 kont osobistych

Nowy gigant, który pod względem aktywów zajmuje na ten moment 6 miejsce w Polsce (70 mld zł), nie zmieni swojej pozycji, ale zdecydowanie zbliży się do swoich konkurentów.

Po przejęciu jego aktywa będą sięgać około 112 mld zł.

5 i 4 miejsce zajmują odpowiednio ING i mBank z aktywami na poziomie 126 mld zł i 130 mld zł.


Jeśli jesteście klientami jednego z dwóch powyższych banków, to z początku nie powinniście zauważyć żadnych zmian w Waszych produktach czy standardach obsługi. W dalszej perspektywie może dojść do zmiany brandu Raiffeisen Polbank na BGŻ BNP Paribas. Jeśli chodzi o produkty bankowe, to prawdopodobnie oferta Raiffeisena będzie stopniowo wygaszana, aczkolwiek wcale tak nie musi być.

Pamiętajcie! Jeśli macie już konto w banku Raiffeisen, to nowy właściciel nie będzie mógł zmusić Was do założenia lub zmiany aktualnego rachunku na ten z oferty banku BGŻ BNP Paribas!